niedziela, 1 czerwca 2014

Jeden


Anastazja 


Nie pewnie staję pod  ogromnym budynkiem uczelni. Mam odebrać wyniki ostatniego egzaminu. Stresuję się, dziwne zawsze miałam gdzieś naukę. To się trochę zmieniło. Nie mam zamiaru dziedziczyć firmy po ojcu i sztucznie się uśmiechać do każdego. Owszem to jest zapewnienie mojej przyszłości, ale dla mnie to istny kabaret. Przedstawienie, w którym ludzie to zwykłe pionki. Gdy ktoś jest nie potrzebny zostaje wymieniany, co za tym idzie każdy się podlizuje… Wystarczy, że biorę udział czasami w farsie mojego ojca nazywanej przez niego ‘’ kolacjami biznesowymi ‘’.  Nie mam zamiaru bawić się w takie gierki. Chcę mieć coś własnego,  bez żadnego wtrącania się ojca.  Lubię dbać o swój wygląd, chyba  jak każda dziewczyna, dlatego wybrałam kosmetologie. Po odebraniu kartki papieru z wynikiem nie wierzę własnym oczom, mam prawie maksymalną ilość punktów. To znaczy, że wakacje czas zacząć. Natychmiast wybieram numer do moich znajomych  i umawiam się z nimi na wieczór.  Wsiadam na mój czerwony skuter, oczywiście od tatusia… I jadę się przygotować na dzisiejsze świętowanie.  Po drodze wstępuje na małe zakupy.

- Cześć piękności. – słyszę kokietujący ton głosu, znam tego pana  doskonale. Przychodził czasami na naszą  uczelnie. Lubił kobiety, to było widać.  Ale  nigdy nie przekraczał pewnych granic. Podziwiałam go za to, że mimo takiego uwielbienia przez większą część naszej płci pięknej, on pozostawał wierny swojej dziewczynie. Czyli miłość istnieje? Może jednak to pozory….
- Witaj Zbigniewie.  Na co ten szampan? – posyłam mu uśmiech i wskazuje na kilka butelek stojących w jego koszyku.
- Świętujemy nasz mały sukces, a właściwie wróć…. Duży sukces zawodowy. -  mówi dumny z siebie,  właściwie mimo iż znam go jakiś czas, nigdy nie spytałam gdzie pracuje. Sądząc po jego wyrzeźbionym ciele, może jest jakimś modelem, albo coś w tym stylu? Nie wnikam…
- Gratuluję. Spieszę się  trochę.  Udanej zabawy. – spoglądam na srebrny zegarek na moim ręku i po raz kolejny uśmiecham się w jego stronę.  Po pożegnaniu ze Zbyszkiem kompletuje moją listę zakupów, szukając wzrokiem stoiska z alkoholem. Zatrzymuję się rapowanie i patrzę przed siebie.  Wydaje mi się, że widzę Ciebie, jak stoisz przy kasie w szarej bluzie. Kręcę natychmiast głową. Mam jakieś urojenia. Co byś robił na Podkarpaciu? Przecież nie grałbyś w siatkówkę… Nie nadawałeś się do tego… Czasami nie trafiałeś w piłkę, więc o czym my w ogóle mówimy?

Piotr


Udało się! Po ciężkiej pracy przez cały sezon mamy Mistrzostwo Polski. Może nie zawsze wygrywaliśmy, może nie zawsze nam wszystko wychodziło, ostatecznie forma przyszła. Zwyciężyliśmy!  Cieszę się jak małe dziecko! Do tego kibice, ta piękna atmosfera może być lepiej? Chyba nie! Jadę wraz ze Zbyszkiem w stronę jakiegoś marketu. Zostaliśmy wydelegowani po prowiant na imprezowanie. Mam pilnować Bartmana, by nie wypił wszystkiego po drodze… Tak, on jest do tego zdolny !  Spoglądam na logo mojego klubu na szarej bluzie. ‘’ Mistrz Mistrz Sovia Again!  ‘’ Mówię do siebie, ze śmiechem. Jednak jedno mi dzisiaj nie pasuje… A mianowicie to, że nie ma ze mną mojej narzeczonej. Musiała wyjechać do rodziców. Chciałbym, żeby towarzyszyła mi w tak ważnym dniu. Na imprezie wszyscy będą ze swoimi kobietami.. Tylko nie ja… A może coś się nami psuje? Nie to nie możliwe. Kochamy się,  oświadczyłem się, zgodziła się. To tylko zwykły wyjazd.  Wzdycham i rozglądam się  w poszukiwaniu Bartmana. Jak zwykle gdzieś polazł. Biorąc swoją część zakupów udaję się do kasy.  Po zapłaceniu wkładam zakupy do bagażnika i zamykam go. Opieram się o białe Audi mojego kolegi i czekam na niego. 
- Nowakowski otwieraj ten cholerny bagażnik! – krzyczy towarzysz mojej wycieczki do sklepu. Patrzę jak stoi z kilkoma skrzynkami szampana i nie tylko. Wykonuję jego prośbę, a on oddycha z ulgą gdy pozbywa się, alkoholu ze swoich rąk.
- Gdzieś ty się włóczył?  Zgubiłeś się między regałami? – rechoczę a on patrzy na mnie jak na kretyna i kręci głową.
- Spotkałem Anę i się zagadaliśmy. – marszczę brwi. Anę? Tego imienia jeszcze nie słyszałem. Czyżby Zbysio miał jakąś nową koleżankę?
- Kto to jest Ana? Asia wie? – zerkam na niego kątem oka, przełączając stacje w radiu.
- Anastazja. Moja znajoma, a Asia wie, nawet ich poznałem kiedyś ze sobą. – wyjaśnia mi. A ja już nie słucham dalszej części jego wypowiedzi.   W głowie widzę Twój obraz. Małej, wrednej, zapatrzonej w siebie Nastki, która kochała uprzykrzać mi życie. Może to Ty? Może to z Tobą przebywał przed chwilą Zbyszek? Chyba faktycznie, ten nasz triumf rozgrywek namieszał mi w głowie.  Ty tutaj? Przecież ty pewnie siedzisz w jakiejś Warszawie… Rzeszów to zaspokojone miasto dla Ciebie. Zresztą co Ty byś tu robiła? Studiowała? Z Twoją nauką? Wydaje się być komiczne.  

~~~~
Hej! Taka mała niespodziewanka na Picie. Pomyślałam, że z okazji dnia dziecka można dodać coś więcej. :) Mam nadzieję, że się spodoba. Wiem, że ten mistrz trochę już nie aktualny (na szczęście, moje serce jest oddane Skrze dla jasności :P ), ale ten rozdział był napisany jakiś czas temu :D

Zapraszam na 20 rozdział wherever!


POZDRAWIAM !!!

Paulka